
Dyskusja o e-innowacjach w ochronie zdrowia, choć nadal otwarta – coraz częściej dotyczy już nie tego, “czy” je wdrażać, a tego “kiedy” i “jak” je wdrażać. I to jest bardzo dobry sygnał.
Podczas #KongresWyzwańZdrowotnych w Katowicach miałam okazję wziąć udział w dyskusji poświęconej cyfrowym rozwiązaniom w ochronie zdrowia. Bilans? Wielu uczestników – od regulatora, przez klinicystów, po innowatorów, wiele punktów widzenia – i jedno wspólne spostrzeżenie: największym problemem w opiece zdrowotnej jest dziś nie brak innowacji – a system, który za nimi nie nadąża.
W onkologii widać to wyraźnie – największa luka systemowa dotyczy nie leczenia, a tego, co dzieje się pomiędzy wizytami i po zakończeniu terapii. To właśnie tam pacjent często pozostaje bez wsparcia – mimo że jego potrzeby nie znikają.
Cyfrowe rozwiązania zdrowotne, dzięki zdolności wielowymiarowego skalowania, mogłyby zapewnić ciągłość opieki, wspierać proces zdrowienia czy poprawiać jakość życia pacjentów.
Ich dostępność pozostaje jednak ograniczona – nie z powodu braku potrzeby, ale – braku mechanizmów umożliwiających ich szybkie wprowadzenie do powszechnego użycia.
Aktywni uczestnicy rynku medycznego mierzą się z wieloma barierami:
To nie są nowe problemy. Nowe jest zaś to, że koszt utrzymywania status quo zaczyna przewyższać koszt zmiany.
Tylko w przypadku onkologii koszt opieki zdrowotnej pacjenta ze zdiagnozowaną i nieleczoną depresją jest o 113% wyższy w porównaniu ze standardową opieką. Tacy pacjenci, przykładowo, o 145% częściej trafiają na SOR, o 103% częściej wracają do szpitala w ciągu 30 dni.
Z danych amerykańskich wynika, że pacjenci z objawami depresji, lęku lub obu tych zaburzeń generują wyższe koszty opieki zdrowotnej o odpowiednio 28,5 tys. USD, 57,5 tys. USD i 121,5 tys. USD – w porównaniu z pacjentami bez tych objawów.
Jednocześnie na zaburzenia depresyjne i/lub lękowe cierpi średnio co drugi pacjent.
System nie jest dziś w stanie odpowiedzieć na tę skalę potrzeb (lub zakres wsparcia jest niewystarczający) – rozwiązania cyfrowe mogą. O ile system na to pozwoli.
Właśnie dlatego największym kosztem e-innowacji nie jest ich wdrożenie – a jego brak.
Z perspektywy innowatora – ale też osoby pracującej bezpośrednio z rozwiązaniami dla pacjentów – szczególnie wyraźnie widać pewien paradoks: mamy technologię, wiedzę kliniczną i gotowe już rozwiązania wspierające pacjentów tu i teraz – a dostęp do nich pozostaje ograniczony. Dlaczego?
Nie dlatego, że nie działają, ale dlatego, że nie mieszczą się w ramach obecnego systemu. Brakuje centralnych mechanizmów, które pozwoliłyby na trwałe włączenie ich do jego struktur.
I tu, w trakcie dyskusji panelowej, pojawił się wątek pilotaży. Czy są one narzędziem testowania innowacji, a może jedynie sposobem na odsuwanie decyzji w czasie?
Jeśli po zakończeniu pilotażu nie ma jasnej ścieżki wdrożenia, nie budujemy systemu innowacji – a ciąg eksperymentów. Tymczasem system nie potrzebuje już więcej testów – potrzebuje decyzji w kwestii wdrożenia tego, co już zostało zwalidowane.
Na obecnym etapie kluczowe jest więc pytanie nie o to, czy rozwiązanie działa, ale o to, jak włączyć je do systemu, aby mogło realnie zmieniać ścieżkę pacjenta.
Refundacja zmienia wszystko. To moment, w którym innowacja przestaje być ciekawostką, a zaczyna być częścią standardu opieki. I to jest kierunek, w którym – jako środowisko – powinniśmy zmierzać:
Dopóki e-rozwiązanie pozostaje poza systemem refundacyjnym, jego dostępność jest ograniczona: korzystają z niego nieliczni, wdrożenia mają charakter punktowy, a jego wpływ na system pozostaje marginalny.
Z mojej perspektywy – zwłaszcza w obszarze wsparcia pacjentów onkologicznych – dyskusja wokół refundacji cyfrowych rozwiązań zdrowotnych nie jest już dyskusją teoretyczną. To konieczność podjęcia konkretnych decyzji, które przekładają się na jakość życia, dostęp do wsparcia i realne doświadczenie pacjentów w systemie.
Bez jasno zdefiniowanej ścieżki od pilotażu do refundacji ryzykujemy, że wiele wartościowych inicjatyw pozostanie na etapie eksperymentu.
Dlatego tak ważne jest, abyśmy jako branża – regulatorzy, płatnicy, dostawcy technologii i środowisko medyczne – zaczęli mówić jednym językiem: językiem efektów, danych i odpowiedzialności za wdrożenie.
Nie chodzi o to, aby udowadniać wartość e-zdrowia – bo to zostało już zwalidowane. Chodzi o zbudowanie mechanizmu, który pozwoliłby tę wartość dostarczyć na szeroką skalę.
Najważniejsze teraz pytanie brzmi: kiedy zrobimy pierwszy krok?
– Emanuela Kufel, Co-Founder, Prosoma Digital Healthcare